ADWENT PROROKA SOFONIASZA

21 grudnia 2015 roku; III Niedziela adwentu Rok C; Echo Księgi proroka Sofoniasza 3, 14-18a; Prorok Sofoniasz, jak sam autobiograficznie napisał, był potomkiem Kuszyty Ezechiasza. Kuszytami określano Etiopczyków. Stąd też niektórzy uważali, że Sofoniasz nie miał czystej krwi żydowskiej. Jednak typowo hebrajskie imiona dalszych przodków, w dodatku z królewskiej linii Dawida, powinny rozwiać wszelkie wątpliwości. To, dlatego Sofoniasz prezentuje swoich antenatów do czwartego pokolenia. Niemniej mogło powstać zamieszanie wokół tożsamości proroka.

Adwent proroka SofoniaszaTak bywa czasem, że ktoś o szlachetnym (królewskim) rodowodzie musi się mierzyć z plątaniną podejrzeń i pomówień.

Niektórych zacietrzewionych ludzi trudno przekonać, że ktoś nie jest wielbłądem.

Tym bardziej wymowne jest znaczenie imienia Sofoniasz (hebr. Zefanijah) oznaczastrzeżony przez Boga”.

Może rodzice intuicyjnie nadali mu to imię, przeczuwając, że synowi przyjdzie zmierzyć się z opinią publiczną, że publicznie będzie podważana jego wiarygodność, zwłaszcza przez rygorystów, którzy są w każdej społeczności.

Sofoniasz działał w czasach, kiedy nastąpiła zmiana władzy. Zmienił się nie tylko król, ale i paradygmat władzy. Po długim panowaniu niegodziwego króla Manassesa, wstąpił na tron Jozjasz i rozpoczął wielką reformę religijną, która zaowocowała duchowym przebudzeniem, ostatnim w historii Judy.

Manasses wprowadzał w państwie kult bogów kananejskich, prześladując wyznawców wiary Boga Jahwe i proroków. Druga Księga Kronik mówi o nim z wyczuwalną odrazą:

  • „W chwili objęcia rządów Manasses miał dwanaście lat i panował pięćdziesiąt pięć lat w Jerozolimie. Czynił on to, co jest złe w oczach Pańskich – na modłę ohydnych grzechów ludów, które Pan wypędził przed Izraelitami. Z powrotem odbudował wyżyny, które zniszczył jego ojciec Ezechiasz.
  • Wznosił ołtarze Baalom i porobił aszery.
  • Oddawał pokłon całemu wojsku niebieskiemu i służył mu […] On to przeprowadził synów swoich przez ogień w Dolinie Ben Hinnon, uprawiał wróżbiarstwo, czary i magię, ustanowił zaklinaczy i wieszczków.
  • Mnóstwo zła uczynił w oczach Pana, pobudzając Go do gniewu.I posąg rzeźbiony, który kazał wykonać, postawił w świątyni Bożej […] Wprowadził w błąd Judę i mieszkańców Jerozolimy, tak, iż czynili większe zło aniżeli narody pogańskie, które Pan wytracił przed Izraelitami.
  • Napominał Pan Manassesa i jego lud, ale nie nakłonili ucha. Wtedy Pan sprowadził przeciw nim dowódców wojsk króla asyryjskiego, którzy pojmali Manassesa, zakuli w spiżowe dwa łańcuchy i uprowadzili do Babilonu”. (2Krn 33, 1-11)

Potem ta sama księga opisuje proces nawrócenia Manassesa, ale niestety wszystkich skutków królewskich błędów i grzechów nie dało się zneutralizować. Publiczna pokuta to jedno, a zgorszenia i „zmylenie” ludzi to drugie:

  • „Wprowadził w błąd Judę i mieszkańców Jerozolimy, tak, iż czynili większe zło aniżeli narody pogańskie”.
  • Co prawda zniszczył zewnętrzne przejawy bałwochwalstwa, miejsca kultu, ołtarze i kapliczki, bo tak najłatwiej, ale zaszczepione w ludziach skłonności do bałwochwalstwa pozostały:
  • „Lud jednak nadal składał ofiary na wyżynach, lecz tylko dla Pana, Boga swego”.

Łatwiej zburzyć fasady świątyń, niż zmienić świadomość ludzi. Łatwiej zmienić prawo, niż przekonać do zmiany postaw. Łatwiej prowadzać nakazy i zakazy, niż nakłonić do posłuszeństwa. Król, nie mogąc odzyskać siły argumentów, używał argumentu siły. To była osobista katastrofa króla, ale i poddanych.

Niech znowu przemówi do nas Słowo Boże:

  • „W ucisku przebłagał on Pana, Boga swego, i upokorzył się bardzo przed Bogiem swych przodków. Prosił Go, a On go wysłuchał. Usłyszał jego prośbę i pozwolił mu wrócić do Jerozolimy, do swego królestwa.

W ten sposób Manasses zrozumiał, że tylko sam Pan jest Bogiem. […] Usunął obcych bogów i ów posąg ze świątyni Pańskiej oraz wszystkie ołtarze, które wybudował na górze świątyni Pańskiej i w Jerozolimie. Wyrzucił je poza miasto.

  • Odbudowawszy ołtarz Pański, złożył na nim ofiary biesiadne oraz dziękczynne, a mieszkańcom Judy przykazał, aby służyli Panu, Bogu Izraela. Lud jednak nadal składał ofiary na wyżynach, lecz tylko dla Pana, Boga swego”. (2 Krn 33, 8 -16)

Wraz ze zmianą na tronie potrzebne były zmiany mentalne.

Zmienił się król, zmieniła się koncepcja władzy, ale zwykli ludzi pozostali tacy sami jak przedtem. Obrzezani ludzie żyli w praktycznej obojętności wobec Przymierza, czasem zachowywali się neutralnie lub wprost naśladowali życie pogan.

  • Kryzys wiary, widoczny gołym okiem, wymagał radykalnych decyzji i synergicznych działań.
  • Wymagał też męstwa i cierpliwości, ponieważ natura ludzka zmienia się bardzo powoli. Jest leniwa w nawracaniu się!
  • Potrzebny był projekt odnowy moralnej w rodzaju „nowej ewangelizacji” w Kościele.

Prorok Sofoniasz wsparł projekt odnowy powagą swojego charyzmatu i gorliwie się zaangażował. To jeden z nielicznych przykładów w historii biblijnej, gdy prorok i władca idą w tym samym kierunku.

Przeważnie między misją królewską a misją prorocką iskrzyło, pojawiały się rozdroża lub wręcz prawdziwe konflikty. Wtedy zwykli ludzie żyli gdzieś „pomiędzy”, rozdzierani istniejącym konfliktem „na górze”.

To bardzo współczesny problem, ponieważ wierni hierarchicznego Kościoła równocześnie są obywatelami demokratycznego państwa. Normy moralne i obowiązki sumienia zderzają się z rygorami prawa i działaniami instytucji. Nie ma dwóch równoległych lojalności.

Musimy uznać albo prymat sumienia, albo prymat prawa stanowionego przez człowieka! Błogosławiony kardynał John Henry Newman umieścił w liście do księcia Norfolku niezwykłe stwierdzenie:

  • „Gdybym miał, co zresztą mało prawdopodobne, wznieść toast za religię, piłbym go za papieża, ale najpierw za sumienie, a dopiero potem za papieża”.
  • Można się cieszyć, że nasza nowa premier, Beata Szydło, przypomniała Polakom, że …państwo jest nie tylko organizacją życia narodu, ale także, jakością moralną”. Być może oznacza to powrót do prymatu sumienia także w przestrzeni publicznej.
  • (***) Pamiętać jednakże należy, że jakość moralna, jaką jest prymat sumienia obowiązuje wszystkich, tak naród, jak i przede wszystkim rządzących – w razie przeciwnym zacznie objawiać się zło największe, jakim jest HIPOKRYZJA – mówienie górnolotne o wartościach najwyższych, których działania powszednie nie potwierdzają a wręcz zadają kłam stawianym, na co dzień tezom…

Kategoria sumienia jest metodycznie rugowana, szczególnie w mediach i debacie politycznej. Sumienie, używając języka francuskiego, jest passe` – jest czymś przebrzmiałym, niemodnym, wręcz – anachronicznym. Tym bardziej, więc trzeba cenić każdą próbę odwołania się do głosu sumienia, własnego i sumień innych.

Prorok Sofoniasz odkrywa duchowe ojcostwo. Mówi, jak ojciec narodu. Jerozolimę nazywa Córą Syjońską. W proroctwie daje się wyczuć tę aurę ojcostwa, wielką czułość i opiekuńczość. Proroctwo Sofoniasza przypomina trochę dialog ojca z dorosłą córką, która przeszła swoje i szuka dla siebie przyszłości. Potępiona przez innych, i może nawet przez samą siebie, szuka akceptacji. Nosi w sobie poczucie winy, kolejne rozczarowania, przygnębienie, ale także potężny głód szczęścia, pragnienie spokoju i normalności. Jak zachowuje się wtedy kochający ojciec? Próbuje coś zrobić. Nie odrzuca córki, mimo że popełniła wiele błędów. Chce ją chronić przed innymi, ale także przed nią samą. Ze wzmożoną czujnością patrzy na wszystkich, którzy chcą się do niej zbliżyć. Bada ich intencje. Chce ją przekonać, że stoi za nią nie tylko on, ale także sam Bóg. Ma, więc dwóch wypróbowanych sprzymierzeńców.

Proroctwo Sofoniasza może stać się szkołą motywacji. Pokazuje, jak rozmawiać z dzieckiem, które popełniając grzechy dorosłych, zdążyło wiele stracić. A przecież w krytycznym momencie nie tylko córka Syjonu chce usłyszeć dobrą nowinę. Każde dziecko szuka bezwarunkowej akceptacji, chce mieć za sobą rodziców, ale czasem bywa tak, że ma ich przeciwko sobie. Nie wiemy, ile razy prorok powtórzył to zdanie wyzwalające z lęku: „Nie bój się Syjonie!”, ale wiemy, że to powtarzanie ma głęboki sens. Ono ma nas utwierdzić w przekonaniu, że nic nam nie grozi. Doświadczenie pokazuje, że ludzie, którzy w dzieciństwie utracili poczucie bezpieczeństwa, niejednokrotnie przez resztę życia potrzebują wyzwalać się z lęków. Są przewrażliwieni na samą myśl, że trauma może wrócić. Czasem popadają w niewolę jakiegoś fatum.

Prorok mówi, że Jerozolima nigdy nie przestała być powodem radości Pana Boga:

  • Pan, twój Bóg, jest pośród ciebie. Mocarz, który zbawia! Będzie się radował Tobą, odnowi swoją miłość. Wzniesie okrzyk radości, jak w dniu uroczystego święta”. (3.17)

Kto z nas nie chciałby odkryć, że jest przyczyną czyjejś radości, także radości samego Boga? Nikt wrażliwy i zdrowo myślący nie chce być intruzem, zmartwieniem, ciężarem czy problemem dla innych. Chcemy czuć się potrzebni, ważni, czasem nawet wyjątkowi i jedyni. Stąd, jeśli ktoś mówi, że jesteśmy jego radością, robi nam się ciepło i miło. To naturalne, że potrzebujemy takich wyznań miłości. Ciepło pozwala nam się otwierać i pobudza nas do ufności. Potrzebujemy go zawsze, a najbardziej w sytuacjach życiowego odarcia i zranień.

Warto, pod wpływem tych ojcowskich słów Sofoniasza, skierować takie ciepłe wyznanie w stronę innych, tych najbliższych, towarzyszy naszej codzienności, z którymi dzielą nas i łączą dni powszednie, a tych jest najwięcej. Poczujmy się wezwani do czułości, subtelnej, pięknej, łagodnej, w której nie ma podtekstów ani wieloznaczności. Odkryjmy, że można mówić także czułym spojrzeniem i dotykiem.

  • Drugi człowiek jest wyczulony na ten rodzaj serdecznego ciepła, które nie zniewala, nie prowadzi do złych skojarzeń i nie sięga po grzech.
  • Gdybyśmy, na co dzień mówili do siebie częściej w czuły sposób, bez agresji, złych intencji i podejrzeń, chcielibyśmy dalszych spotkań i nie szukalibyśmy żadnych wymówek i ucieczek.
  • Przecież strategia wzajemnych uników nie bierze się znikąd. Uniki są dowodem pustoszących nas wzajemnie lęków.

Dlatego wezwanie Sofoniasza jest takie ważne i pozostanie zawsze aktualne. Nigdy się nie przedawni.

Prorok w swojej księdze zapowiada też tzw. Dzień Pański. Być może Tomasz z Celano pisząc hymn Dies irae był zainspirowany proroctwem Sofoniasza. Być może Tomasz z Celano pisząc hymn Dies irae – Dzień gniewu pańskiego, inspirował się tym proroctwem, które nie zostawia żadnych niedopowiedzeń: „Ani ich srebro, ani ich złoto nie będzie mogło ich wyratować w dniu gniewu Pana, bo ogień gniewu Pana pochłonie całą ziemię. Doprawdy, koniec straszną zagładę zgotuje wszystkim mieszkańcom ziemi.”(1,18), dlatego zachęca nas: „Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi, którzy wypełniacie prawo! Szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory, może się ukryjecie w dniu gniewu Pana”. (2,3)

Jeśli prorok widział ogrom zniszczeń, które były owocem ludzkiego gniewu, mógł, zachowując proporcje, wyobrazić sobie, co może spowodować gniew Boży. Dlatego uważał, że nie należy pobudzać Boga do gniewu i nie nadużywać Bożego miłosierdzia.

Opracował Ks. Ryszard K. Winiarski; (***) przypis od Redaktora strony internetowej.

 

20 grudnia 2015|