ADWENT CZASÓW BARUCHA

07 grudni 2015 roku; II Niedziela adwentu Rok C; Echo Księgi proroka Barucha 5, 1-9; Żydzi i protestanci nie mają Księgi Barucha w swoim kanonie Pisma Świętego, ale to ich problem. Prawdą jest, że już w II wieku niemal wszyscy ojcowie Kościoła uznają natchniony charakter tej księgi. Prywatnie Baruch był bratem Serajasza, który piastował wysokie stanowisko głównego kwatermistrza na dworze króla Sedecjasza (Jr 51,59). Pochodził, więc z wpływowego rodu i posiadał wykształcenie, które predysponowało do zajęcia ważnego urzędu na dworze królewskim. Paradoksalnie jego losy potoczyły się inaczej. Wielkość i sukcesy nie były jego przeznaczeniem.

ADWENT CZASÓW BARUCHABaruch jest kolejnym przykładem dokonującej się kenozy, tak jak dla nas jej przykładem pozostają święci.

Ile możliwości zostało w nich niezauważonych i pominiętych przez ludzi Kościoła, które obróciły się w ich świętość?

Byli podejrzewani i oskarżani, ale w wielkiej pokorze przyjmowali kolejne zarzuty, ufając Bogu mimo wszystko.

Byli marginalizowani i ośmieszani, ale to im Bóg odsłaniał swoje tajemnice. Wielokrotnie ludzie utalentowani, charyzmatyczni stali i stoją na bocznym torze, gdy nierzadko do głosu dochodzą duchowe czy intelektualne miernoty. Wygląda to, jakby Kościół marnował kapitał ludzki, tymczasem dokonuje żmudnej obróbki wielkich bloków skalnych, by wydobyć z nich uwięzione kształty świętości. Gdyby nie kenoza, mogłaby ich zniszczyć pycha. Na szczęście Bóg dba, by się nie zatracili. Stąd oczyszczający ucisk.

Prorok Baruch był też przyjacielem i sekretarzem Jeremiasza. Obaj zostali uprowadzeni do Egiptu przez uciekających Żydów, którzy nie posłuchali prorockich przestróg (por Jr 43). Padli, więc ofiarą zbiorowej frustracji tych, którzy uważali, że można uciec od konsekwencji swoich grzechów. Prorocy bezskutecznie usiłowali ich przekonać, że taka ucieczka nigdy się nie uda. Pośrednio uciekający Żydzi sprowadzą nieszczęście na Egipt i jego faraona. Zresztą powtórzy się to wielokrotnie w historii. Zawsze, gdy człowiek czy wspólnota ludzi ucieka od odpowiedzialności, sprowadza cierpienie na niewinnych.

  • W Egipcie Jeremiasz do śmierci napominał, wzywał rodaków do nawrócenia, ponieważ widział, że uciekli do Egiptu tylko po to, by nadal móc oddawać się bałwochwalstwu, do dawnych grzechów dokładać kolejne, a panteon starych bożków powiększać o nowe bóstwa.
  • To tak jakby do kradzieży dokładać jeszcze cudzołóstwa i zabójstwa. Można mówić wtedy o prawdziwej zatwardziałości serca.

Po śmierci Jeremiasza Baruch znalazł się w Babilonii i nie była to egzotyczna, wakacyjna podróż. To było kolejne wygnanie w jego życiu. Tak płacił za swoją wierność Bogu.

Ale jego życie jest ważnym znakiem. Baruch pokazuje nam, jak wytrwać w świecie narastających pluralizmów, relatywizmów i subiektywizmów. Jak nie zatracić się w różnorodności wierzeń, doktryn, ideologii, sekt, politycznej poprawności i wszechobecnej laicyzacji życia.

  • Oto najnowsze badanie na amerykańskich uniwersytetach wykazało, że zanika wolność słowa, bo zabija ją dyktatura poprawności politycznej.
  • Prestiżowy uniwersytet w Yale (Connecticut) przeprowadził badania wśród studentów i okazało się, że uczelnie są przestrzenią łamania sumień i tłumienia wolności wypowiedzi.
  • Ponad połowa studentów doznała upokorzenia tylko, dlatego, że nie podzielała poglądów profesora.
  • Większość z nich, chcąc robić kariery, woli mieć spokój i z obawy przed problemami nie ujawnia swych poglądów.

Aż 63 proc. studentów przyznało, że poprawność polityczna to realny problem. Dwie trzecie dodało zarazem, że ich własny uniwersytet jest bardziej tolerancyjny względem poglądów liberalnych, niż konserwatywnych.

  • Wynika z tego, że uniwersytety zamiast szukać i odkrywać prawdę, stały się miejscem brutalnej, choć zakamuflowanej indoktrynacji.

Dewizą założonej w 1701 r. uczelni jest wezwanie: Światłość i Prawda, napisane po hebrajsku i po łacinie. Uniwersytet należy do tzw. ligi bluszczowej, zrzeszającej osiem elitarnych uniwersytetów północno-wschodniej części USA. Uczelnia z rocznym budżetem 20 mld dolarów wydała wielu noblistów, prezydentów i laureatów nagrody Pulitzera. Jest, więc szalenie opiniotwórcza i nadaje ton debacie w globalnej wiosce. Ciekawe, czy takie badania są robione na naszych uczelniach, np. na KUL-u, Uniwersytecie Jagiellońskim czy Warszawskim? I jaki jest ich wynik? Podobny? Inny?

POWRÓĆMY DO NASZYCH BIBLIJNYCH ROZWAŻAŃ

Baruch po odczytaniu swojej księgi ogłasza obrzęd pokutny i zbiórkę na rzecz rodaków pozostałych w Jerozolimie, by w ten sposób pomóc im zachować ciągłość sprawowanego, pomimo zniszczenia świątyni, kultu. Udało mu się też wynegocjować z królem babilońskim zwrot naczyń zrabowanych ze świątyni jerozolimskiej, tak by już dłużej nie służyły babilońskim dostojnikom i ich nałożnicom do libacji i oddawania czci bóstwom Babilonu.

Baruch ogłosił wśród wygnańców krucjatę modlitwy za tych, którzy pozostali w zniszczonej Jerozolimie. Po pierwsze, chciał, by diaspora pamiętała o kraju swego pochodzenia. Mówiąc językiem św. Jana Pawła II, chodziło mu o „pamięć i tożsamość”, którą łatwo utracić będąc w diasporze. Po drugie, chciał nauczyć modlitwy, czyli sposobu, w jaki można i należy się odnosić do Boga. Lud miał wołać z pokorą:

  • Albowiem nie na sprawiedliwych czynach przodków ani królów naszych się opieramy, gdy prosimy Cię o miłosierdzie nad nami, Panie, nasz Boże! […]Wysłuchaj, Panie, zmiłuj się, ponieważ zgrzeszyliśmy przed Tobą.Ty trwasz na wieki, a my nic nie znaczymy. Panie wszechwładny, Boże Izraela, wysłuchaj modlitwy umarłych Izraela i synów tych, którzy grzeszyli wobec Ciebie, którzy nie słuchali głosu Pana, Boga swego. Stąd przylgnęły do nas te nieszczęścia. Nie pamiętaj o grzechach przodków naszych, lecz pomnij obecnie na ramię Twe i imię Twoje”. (Ba 2,19; 3, 1-5)

Warto przysłuchać się tej wielkiej, zbiorowej modlitwie. Z jednej strony jest pokornym przyznaniem się do ludzkiej nędzy i grzechu, z drugiej zaś wiarą w nieskończoność Bożego miłosierdzia.

Jakże nam potrzeba pokory na modlitwie, a więc w chwili, w której jakby zdobywamy szczyt. Razi nas religijny triumfalizm fanatyków, a ujmuje prostota i uniżenie świętych. Prorok patrzy na diasporę i Jerozolimę jak na kobietę poranioną, zbolałą i pogrążoną w żałobie, która została pozbawiona nadziei. Pozbyła się złudzeń także co do samej siebie. Każe jej zmienić nie tylko szaty, ale nade wszystko sposób patrzenia na swoje życie. Smutek i przygnębienie nie mogą być całym jej światem.

Bardzo trudno odbudować nadzieję w człowieku. Jeszcze trudniej odbudować ją we wspólnocie, która doświadczyła jakiejś zbiorowej traumy, choćby głodu i wojny. Bardzo trudno podnieść kogoś z upokorzenia i zbiorowej frustracji.

  • Człowiek, który usiłuje to robić, wygląda na utopistę albo odrealnionego marzyciela. Realizm każe stąpać twardo po ziemi, a tu nagle ktoś zaczyna mówić o powrotach i radości.
  • Ludziom, którzy zaznali krzywd, przypomina o możliwej sprawiedliwości. Jakby zaklinał rzeczywistość, nie rozumiejąc, w jakim świecie przyszło żyć.
  • Mówi o Bogu ludziom, z których niejeden zwątpił w Boga albo zaczął bluźnić i oskarżycielsko pytać: gdzie był, gdy dochodziło do katastrofy?

Prorok mówi o możliwej wspólnocie ludzi rozproszonych, z których każdy idzie w swoją stronę. Prorok głosi, że pędzeni jak niewolnicy powrócą niesieni w lektykach niczym królowie.

  • Czy to możliwe, że Bóg może aż tak zmienić status swoich wyznawców, czyli nas?
  • Czy możliwe, że Bóg zetrze pychę naszego nieprzyjaciela, który gotowy jest gnębić nas śmiertelnie?
  • Może to tylko jakieś mrzonki, przysłowiowe „gruszki na wierzbie”?

Prorok nie zniechęca się narzekaniem maruderów. Wie, że tacy zdarzają się wszędzie i nie tylko w czasie wygnania, także w ojczystym domu w czasach największej prosperity. Najłatwiej narzekać na wszystkich i wszystko, o wiele trudniej wziąć udział w przedsięwzięciu, które wymaga pracy organicznej, męstwa, a przede wszystkim niezłomnej nadziei.

Nie można dawać czegoś, czego się samemu nie posiada. Prorok, więc niezależnie od tego, w jakich czasach żyje, musi przebijać się przez mur obojętności, zniechęcenia i beznadziei. Baruch to robił, choć nie wiemy, z jaką skutecznością, ale też nie jesteśmy po to, by ją oceniać. Teraz kolej na współczesnych proroków. Kolej na papieża Franciszka, na poszczególne episkopaty, pojedynczych biskupów i księży, katechistów, formatorów seminaryjnych i zakonnych, misjonarzy, świeckich ewangelizatorów, media katolickie, a szerzej na każdego, kto dostąpił łaski chrztu świętego. Cały lud jest ludem proroczym, przynajmniej w zamyśle Pana Boga. Wszyscy mamy troszczyć się o nadzieję najpierw w sobie, a jeśli uda się popracować nad nią w innych, to tym większa łaska dla świata. Zakończmy nasze rozważania wierszem o nadziei.

NADZIEJA

Dali ci różne przezwiska śmieją się z ciebie czasami a ty gdzieś podskórnie bliska codziennie kłopoczesz się z nami

A kiedy się łapią za głowy wielcy a przez to tak mali ty jedna masz pomysł gotowy by świat się im nie zawalił

A kiedy płaczą jak bobry i krzyczą aż pod niebiosa ty jedna powiesz dzień dobry i będziesz jak chustka do nosa

A kiedy zwątpią skruszeni ludzie z marmuru ze stali ty jedna się dla nich nie zmienisz, choć innej się wcześniej oddali

A kiedy zgubi się człowiek szukając wszystkiego po trosze jak matka nic mu nie powiesz i dasz mu ostatnie trzy grosze

Opracował i udostępnił do publikacji Ks. Ryszard K. Winiarski

 

9 grudnia 2015|